Miesięczne archiwum: Listopad 2014

Trzy pasożyty

Tłumaczyłem sobie coś właśnie, kiedy to natknąłem się na fragmencik o „trzech pasożytach.” Jako że na chińskiej medycynie się nie znam, to potupałem do wujka Google’a i cioci Wiki, i zrobiłem im małe przesłuchanie. Dzięki nim trafiłem do Internetowej Encyklopedii Medycyny Chińskiej, gdzie znalazłem taką oto informację, pochodzącą 1146 roku. Mnie osobiście zdziwiło, jak wiele już wówczas wiedziano o pasożytach – przynajmniej w Chinach.

Trzy pasożyty to: glista ludzka, owsik i tasiemiec. Kto za młodu surowe i zimne a przy tym twarde spożywa potrawy, zwłaszcza cuchnące i odrażające, ten po dłuższym czasie wyhoduje sobie pasożyta.

Kto je dużo wołowiny, temu zalęgnie się tasiemiec.

Co do glisty ludzkiej, to może ona dochodzić do pięciu, sześciu cali. Kiedy się rozwinie, wywołuje u ludzi ból serca i spluwanie czystą śliną. Wnika do serca i powoduje śmierć.

Tasiemiec przypomina tykwę, dziecko i matka nawzajem się rodzą. Jego długość dochodzi do dwóch, trzech cali. Kiedy się rozwinie, wywołuje u ludzi ból brzucha.

Owsik cienki jest jak włos. Wraz z krwią i powietrzem krąży po całym ciele. Kiedy się wydostaje na zewnątrz, skóra wrzodzieje. Kiedy się zagnieździ w jelitach, powoduje obstrukcję, przedziera się przez jelito grube, wywołując przetokę odbytu. Zaleca się stosować proszek przeciwko pasożytom. Jeśli pojawi się bolesne swędzenie odbytu, można zaaplikować niewielką ilość kalomelu. Po kilku dniach pasożyt ten wyginie całkowicie. Tasiemiec też może wyginąć.1

Tasiemce, owsiki, glisty

Tasiemce, owsiki, glisty


1 Dou Cai (red.), Bianque xin shu (Nowa księga pana Bianque), Pekin: Publishing House of Ancient Chinese Medical Books, 1992, s. 72–73.
W Internetowej Encyklopedii Medycyny Chińskiej: http://zhongyiguji.21tcm.com/547/bianquexinshu/index.shtml?111925

…druga metoda kulkami – terror w Chinach w I w. p.n.e.

Szalejące w czas Rewolucji Kulturalnej1 po chińskich ulicach bandy czerwonogwardzistów miały swój pierwowzór sięgający czasów starożytnych. Pod koniec pierwszego wieku przed naszą erą, czyli u schyłku panowania wcześniejszej dynastii Han, po zaułkach stolicy włóczyły się bandy młodzieży gotowe zabić każdego, kto był dla nich (lub dla ich mocodawców) niewygodny.

W Kronice dynastii Han znaleźć możemy taki oto fragment:

Nie brak było w Chang’anie2 rzezimieszków. Młodzi ludzie zbierali się w uliczkach z zamiarem zabijania urzędników dla zemsty, za co brali pieniądze. Urządzali wtedy losowanie za pomocą kulek: kto wylosował kulkę czerwoną, ten zabijał urzędnika wojskowego; kto wylosował kulkę czarną, ten zabijał urzędnika cywilnego; kto zaś wylosował kulkę białą, ten organizował pochówek. 3

Jakieś dwie dekady po tym jak opisany tutaj wydarzenia miały miejsce, wcześniejsza dynastii Han już nie istniała – a co za tym szło przestało istnieć państwo Hanów, a jego miejsce powstało nowe państwo o nazwie Xin, czyli Nowe.

Hungwejbini

Starożytne wzorce


1 Która nie była wcale kulturalna, ale kulturowa była – taka wpadka tłumacza i to w czasach gdy o translatorach komputerowych jeszcze nikt nie słyszał :).

2 Miasto Chang’an było stolicą wcześniejszego Cesarstwa Hańskiego.

3 Donald Sturgeon (red.), „Chinese Text Project”, http://ctext.org/han-shu; Ban Gu, Han shu (Kronika dynastii Han), Pekin: Zhonghua Books, 2000, s. 2720.

Buddyzm z chińską charakterystyką

… a w zasadzie tłumaczenie sutr buddyjskich na język chiński chińskim sposobem. W tym poście w sumie nie mam wiele do powiedzenia, bo nie jestem Chińczykiem, zamieszczam tylko fragment wykładu profesor Ou Li-chuan (歐麗娟) z Państwowego Uniwersytetu Tajwańskiego (國立台灣大學). Wykład dotyczy wprawdzie tzw. poezji pałacowej (gong ti shi 宮體詩), ale ten fragment jest o tłumaczeniu sutr buddyjskich.

Właśnie mi się coś przypomniało, to wam powiem. W Okresie Sześciu Dynastii zaczęto przecież na dużą skalę tłumaczyć sutry buddyjskie, co nie? Organizowano nawet zgromadzania translacyjne, gdzie wszyscy zbierali się, by razem tłumaczyć, dobierać słowa i cyzelować styl. Potem… współcześni już uczeni dokonali porównania dzisiejszego kanonu buddyjskiego w tłumaczeniu na język chiński z oryginałami, oczywiście musieli rozumieć trochę sanskrytu. No więc porównali różnice między oryginałem a przekładem i odkryli bardzo zabawną rzecz. W sutrach buddyjskich jest bardzo wiele słów równoważnych z opisem, jak to powiedzieć, metody kongregacyjnej,1 gdzie przez rozwiązłe zachowania można było osiągnąć mokszę [wyzwolenie], tak więc opisy pornograficzne nie stanowiły tabu. No wiecie. No i co tu zrobić? Sutry buddyjskie nie traktowały opisów pornograficznych jako tabu, ale jak to teraz przetłumaczyć na język chiński? Zwłaszcza że to się nazywa „sutra” [czyli „księga” (jing 經)2], a ten termin odnosi się do ortodoksyjnych ksiąg wielkich mędrców takich jak Pięcioksiąg Konfucjański.3 Trzeba przecież stawiać je na równi z nimi. Jak więc te pornograficzne sceny i słownictwo przetłumaczyć? Trudne. Co nie? Więc mieli z tym kłopoty. Wymyślili więc takie rozwiązanie. Wiecie przecież, że w sutrach buddyjskich jest ta metoda kongregacyjna, gdzie nie stroni się od pornograficznych opisów, więc skoro się nie stroni od opisów pornograficznych, to jakie słowa są stosowane? Na przykład „całować” i… takie tam. I jak coś takiego przetłumaczyć i wpisać do księgi buddyjskiej? No wiecie. Jeśliby ktoś zobaczył takie słowo jak „całować” w Dialogach Konfucjańskich, to by się przeraził. Co nie? Cóż więc począć? Współcześni uczeni odkryli, że kiedy tłumacze napotykali na słowa typu „całować” to… mieli dwa sposoby: pierwszy to nie tłumaczyć w ogóle, pominąć. Więc my, którzy umiemy czytać tylko po chińsku, nigdy nie zobaczymy tych strasznych słów. A drugi sposób to używanie transfonetyzacji,4 które polega przecież na zapisaniu słowa nic niemówiącymi znakami pisma chińskiego, więc nikt nie wie, jakie jest znaczenie. Rozumiecie? Więc stosowali te dwa sposoby. I tak sobie myślę, że ci oczytani ortodoksi tłumacząc sutry buddyjskie, chociaż zrobili to znakomicie, to jednocześnie chyba przysporzyli wielu problemów.

Pełny wykład: http://ocw.aca.ntu.edu.tw/ntu-ocw/index.php/ocw/cou/102S104/34


1 Nie jestem pewien czy to dobry termin polski, nie wiem też czy dobrze słyszę, to co słyszę, bo się na buddyzmie nie znam.

2 Tym słowem (tj. jing 經) określane są między innymi księgi kanonu konfucjańskiego.

3 http://pl.wikipedia.org/wiki/Pięcioksiąg_konfucjański

4 Obce słowa bywają zapisywane znakami chińskimi, tak aby uzyskać podobne brzmienie jak w języku oryginału. Coś na kształt zapisu słów greckich alfabetem łacińskim – trudno to nazwać przekładem.