Najstarszy bodaj wiersz

Kija ułamię, pchnę strzałę po strzale.
Kurz się uniesie; dopadnę, powalę.

斷竹,續竹,飛土,逐害1

Oto, podobno, najstarszy chiński wiersz, jaki przetrwał do naszych czasów. Znaleźć go można w Kronice wiosen i jesieni państw Wu i Yue 《吴越春秋》, której nie należy, notabene, mylić z tą sławniejszą Kroniką wiosen i jesieni, która doczekała się Komentarzy pana Zuo 《左轉》. Ale coś mi się zdaje, że znacznie bardziej leciwe są wierszyki znajdujące się w Księdze Przemian 《易經》; na przykład przy heksagramie Kun (坤) mamy taki wierszyk:

Głazem wstrzymany, w zarośla wrzucony,
Wchodzi do domu,a nie widzi żony.

困于石,據于蒺藜,入于其宮,不見其妻2

Ale kto je tam wie?


1Liu Xiaodong [劉曉東], Er shi wu bie shi [二十五別史] (Poza dwadzieścia pięć historii), Jinan [濟南]: Qi-Lu Shushe [齊魯書社], 2000, s. 88.
2Nan Huaijin [南懷瑾], Xu Qinting [徐芹庭], (red.), Zhou yi jin zhu jin yi [周易今註今譯] (Księga przemian ze współczesnym komentarzem i tłumaczeniem), Tajpej[台北]: Taiwan Shufang [台灣書房], 1984, s. 423.

Celebryta z II w. p.n.e.

Sima Xiangru (司馬相如) pochodził z zamożnej rodziny, dlatego udało mu się zostać przybocznym cesarza; pełnił jednak tylko niską funkcję urzędniczą na cesarskim dworze. Po jakimś czasie porzucił jednak służbę w stolicy i udał się do królestwa Liang (lenna cesarskiego), gdzie w owym czasie przebywało też wielu innych literatów. Po kilku latach umarł zasiadający na tronie królestwa Liang król Xiao, na którego to zaproszenie Sima Xiangru przybył do ziemi Liang i z którego to ręki otrzymał tam posadę. Straciwszy zwierzchnika, a co za tym szło, źródło utrzymania, Sima Xiangru wrócił do swego rodzinnego miasta – Chengdu. Okazało się wtedy, że nie ma z czego się utrzymać. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności jego przyjaciel Wang Ji został starostą powiatu Linqiong i zaprosił Sima Xiangru, aby ten zamieszkał u niego na koszt powiatu. Sima Xiangru zamieszkał więc w rządowym hotelu. Starosta Wang Ji każdego dnia składał wizytę swemu gościowi w hotelu. Sima Xiangru z początku przyjmował starostę, ale po pewnym czasie zaczął odmawiać spotkań pod pretekstem choroby. Za co Wang Ji darzył swego przyjaciela jeszcze większym szacunkiem.

Po okolicy rozeszła się wieść, że ktoś mieszka w rządowym hotelu i odmawia widzenia się nawet ze starostą powiatu. A w powiecie tym mieszkali jedni z najbogatszych osób w państwie. Szybko doszli do wniosku, że kimkolwiek jest ów osobnik, musi to być postać niezmiernie wpływowa, skoro pozwala sobie na to, aby tak traktować starostę – cesarskiego urzędnika. Postanowili więc zaprosić go na ucztę. Zaproszony bardzo niechętnie jednak w końcu zgodził się przybyć na biesiadę. Tam udało mu się ukradkiem poznać Zhuo Wenjun (卓文君) – młodą i niedawno owdowiałą córkę gospodarza. Przekupił jej służącą, aby przekazała swej pani list od niego. W odpowiedzi na list, Zhuo Wenjun udała się do hotelu, w którym mieszkał Sima Xiangru, gdzie… została przez niego porwana i wywieziona do Chengdu.

Ojciec porwanej postanowił, że od tej pory nie będzie już łożył na utrzymanie swej córki. Nie mógł bowiem w żaden inny sposób rozprawić się z porywaczem przez wzgląd na wysoką pozycję społeczną i wpływy, jakimi w jego mniemaniu cieszył się Sima Xiangru.

Przybywszy do Chengdu, Sima Xiangru i Zhuo Wenjun żyli w biedzie. Przyzwyczajona do życia w dostatku kobieta nie mogła tego znieść. Postanowili więc wrócić do powiatu Linqiong, gdzie sprzedawszy zaprzęg konny, którym przybyli, zainwestowali pieniądze w mały biznes, otwierając coś, co dziś nazwalibyśmy pubem.

Dla pana Zhuo – ojca Wenjun – była to sytuacja bardzo kłopotliwa: on wielki bogacz, a jego córka pracuje za barem – trudno sobie wyobrazić większą utratę twarzy. Darował więc córce dużą sumę pieniędzy oraz przydzielił jej znaczną liczebnie służbę.

Otrzymawszy taki prezent, młodzi kochankowie porzucili swój pub i udali się z powrotem do Chengdu, gdzie kupili ziemię i dom.

Lao-tsy przewidział Internet

Lao-tsy (老子) – czy też jak kto woli Laozi, Lao Tzu, Lao-ce, Lao-tse, etc. – przewidział powstanie Internetu 🙂 na blisko 2500 lat, zanim to nastąpiło. O ile, oczywiście, w ogóle ktoś taki istniał.

W rozdziale 47. (wg tradycyjnego podziału) Księgi Drogi i Mocy (道德經) nestor taoizmu napisał:

Nie wychodząc z domu, można poznać świat.
不出户知天下1

Nic dodać nic ująć. Prorok jak się patrzy.


1 Liu Fuzeng [劉福增] (red.), Lao Zi jing du [老子精讀] (Lao-tsy: lektura dogłębna), Tajpej [台北]: Wunan Tushu [五南圖書], 2004, s. 152.

Twarde prawo, lecz skuteczne

Mo Di (墨翟) – znany też jako Mo Zi, Mo Tzu, Mocjusz itp. – uznawany jest często za filozofa pełnego troski o losy świata i empatii wobec bliźniego. Jego idea wszechogarniającej miłości jian ai (兼愛) przyrównywana jest często do nauk Chrystusa. Mo Di był też zagorzałym pacyfistą (co w czasach nie na próżno nazywanych Okresem Walczących Królestw nie było sprawą bagatelną). Podobno pewnego razu szedł pieszo dziesięć dni (i nocy), aby przekonać władcę jednego z państw do niepodejmowania działań wojennych.

Wszystko to jednak nie przysłaniało mu (i/lub jego uczniom) potrzeby pragmatycznego podejścia do realnych zagrożeń bezlitosnego świata. W kwestii rozwiązania problemu przestępczości moiści prezentowali nadzwyczaj (z naszego punktu widzenia) radykalne stanowisko. Oto przykład moistowskiej myśli karno-prawnej:

Wóz to drewno. Kto wozem jedzie, ten nie jedzie drewnem. Łódka to drewno. Kto łódką płynie, ten nie płynie drewnem. Złodziej to człowiek. Gdzie wielu złodziei, tam ludzi mało; gdzie nie ma złodziei, tam ludzi nie brak. Skąd o tym wiem? Nienawiść do tabunów złodziei nie jest nienawiścią do tabunów ludzi. Pragnienie tego, aby nie było złodziei, nie jest pragnieniem tego, aby nie było ludzi. Wszyscy są co do tego zgodni. Skoro tak, to chociaż złodziej jest człowiekiem, kochanie złodzieja nie jest kochaniem człowieka, niekochanie złodzieja nie jest niekochaniem człowieka, zabicie złodzieja nie jest zabiciem człowieka. To proste.

車,木也;乘車,非乘木也。船,木也;入船,非入木也。盜人,人也,多盜,非多人也,無盜非無人也。奚以明之?惡多盜,非惡多人也;欲無盜,非欲無人也。世相與共是之。若若是,則雖盜人人也,愛盜非愛人也;不愛盜非不愛人也;殺盜人非殺人也;無難矣。1

Mistrz Mo, zwój XI, „Korzyści pomniejsze”
《墨子•卷十一•小取》

1 Mo Di [墨翟], Mo zi jin zhu jin yi [墨子進駐今譯] (Mitrz Mo ze współczesnym komentarzem i współczesnym tłumaczeniem), Li Yushu [李漁叔] (red.), Tajpej [台北]: Taiwan Commercial Press [臺灣商務印書館], 1974, s. 319–320.

Znaki, znaki, znaki…

Pismo chińskie należy do najtrudniejszych na świecie. Pewnego razu ktoś postanowił je więc uprościć, dzięki czemu nauka tego pisma stała się jeszcze trudniejsza. Teraz ucząc się tego pisma musimy opanować dwa systemy (tradycyjny i uproszczony) zamiast jednego, jak przed reformą pisowni.

Dla przykładu:
wyraz „Chiny” zapisany znakami uproszczonymi 中国 i tradycyjnymi 中國.

Teoretycznie jest tak:

  1. W Republice Chińskiej (zwanej popularnie Tajwanem) używa się znaków tradycyjnych.
  2. W Hongkongu i Makau (należących do Chińskiej Republiki Ludowej) używa się znaków tradycyjnych.
  3. Na pozostałym obszarze ChRL (czyli w tzw. Chinach Kontynentalnych) używa się znaków uproszczonych.
  4. W Singapurze używa się znaków uproszczonych (od 1976 r.).

Praktycznie jest tak:

  1. Na Tajwanie można bez problemy kupić książki drukowane pismem uproszczonym (importowane z Kontynentu).
  2. W Makau, kiedy ktoś chce kupić książkę to najczęściej jedzie do Zhuhaiu, bo tam taniej i wybór znacznie większy. Tak przynajmniej twierdzi moja znajoma z Makau :-). Zhuhai to miasto leżące tuż obok Makau, ale po drugiej stronie granicy wewnątrzpaństwowej, czyli w Chinach Kontynentalnych.
  3. Na Kontynencie używanie znaków tradycyjnych jest dopuszczalne, w określonych przypadkach, przez ustawę. Przypadki owe to:

— zabytki,
— nazwiska (jeśli występuje oboczność w pisowni),
— kaligrafia, pieczątki itp dzieła sztuki,
— inskrypcje i szyldy w piśmie odręcznym,
— wymogi wydawnicze, edukacyjne i badawczo-naukowe,
— wyjątkowe sytuacje określone przez odpowiedni organ Rady Państwa,

Ponadto pismo tradycyjne można również znaleźć na wizytówkach, szyldach drukowanych, informacjach hotelowych itd. Aczkolwiek niezbyt często.

W Singapurze – jeszcze nie byłem, więc nie wiem.
 

Dowcip o jedwabnym szlaku

Homofonia (czyli współbrzmienie wyrazów o odmiennych znaczeniach) jest zjawiskiem występującym w wielu językach. Jednak takie jej bogactwo, jakim poszczycić mogą się języki mandaryńskie, jest rzeczą wartą szczególnego odnotowania: w standardowym języku mandaryńskim występuje ok. 1500 możliwych sylab – raczej mniej niż więcej, ale chciało mi się nigdy dokładnie policzyć.
Oto przykład homofonii użyty w dowcipie:

這天老闆把小明叫過來說:
“小明你這個計畫的想法太爛了~給我回去重建一下思路再回來!”
隔天小明飛往新疆就再也沒有回來過了

Tego dnia szef wezwał do siebie Zdzicha:
– Zdzichu, ten twój plan jest do bani, idź no przemyśl jeszcze raz.
Następnego dnia Zdzisiek poszedł do Przemyśla i nie wrócił.

W oryginale dowcip ten opiera się na współbrzmieniu wyrazów 思路 (rozumowanie) i 絲路 (jedwabny szlak) wymawianych sīlù. Szef rzekł (w przekładzie dosłownym): „zrekonstruuj nieco rozumowanie i wróć.” Następnego dnia pracownik wyjechał do Xinjiangu, czyli Turkiestanu Wschodniego (przez który prowadziła jedna z dróg szlaku jedwabnego), i nie wrócił. Wypowiedź szefa brzmiała bowiem tak samo jak: „zrekonstruuj nieco jedwabny szlak i wróć.”
 

Turan

Turfan


 

Chińskie wierszy Miłosza problemy

Wiersze sławnych poetów polskich można bez problemu dostać w przekładzie na język chiński czy angielski. Jakość tych tłumaczeń pozostawia jednak wiele do życzenia. Nie chodzi o jakość artystyczną, bo ta jest niczego sobie, ale o jakość czysto lingwistyczną. O zrozumienie tekstu na poziomie leksykalno-gramatycznym. Nie dziwiłbym się przeinaczeniom (przedstawionym poniżej), gdyby w wierszach tych występowały rymy lub inne wygibasy, ale utwory te to wiersze wolne. Więc co mieli tłumacze na myśli?

Oto fragment przekładów Campo di Fiori na język chiński i angielski. Na język chiński tłumaczył z angielskiego Zhang Shuguang [张曙光]. Angielski przekład wykonali Louis Iribarne i David Brooks . Aż dwóch do jednego wiersza! Ilu by trzeba tłumaczy do przetłumaczenia Wojny Chocimskiej?

Wróćmy do Miłosza (po operatorze ’=>’ podaję polską retranslację cytowanego fragmentu przekładu):

Miłosz: Kat płomień stosu zażegnął

Iribarne i Brooks: Henchmen kindled the pyre 1 => Pachołkowie rozniecili stos

Zhang: 爪牙点燃了[…] 柴堆 2 => poplecznicy zapalili […] stos

Tutaj chiński tłumacz zrobił, co do niego należało, ale jego angielscy przewodnicy pogubili drogę. Kat a pachołek to nie ta sama osoba. No i jakieś cudowne rozmnożenie nastąpiło tych, co wykonywali egzekucję. Cytując chiński przekład, wyciąłem fragment, który w wersjach „zachodnich” znajduje się po tym wyrażeniu.

Przykład drugi z tego samego wiersza:

Miłosz: A ledwo płomień przygasnął

Iribarne i Brooks: Before the flames had died 3 => zanim płomienie zamarły

Zhang: 在火焰熄灭之前 4 => zanim płomień zgasł

Dziwnym trafem chiński tłumacz zrezygnował z metafory umierania w odniesieniu do ognia, dzięki czemu przywrócił oryginalne ujęcie tego fragmentu, tak jak życzył sobie tego poeta. Angielscy tłumacze znów jednak wyprowadzili Zhanga na manowce. „Zanim przygasł” a ”ledwo przygasł,” – kłopoty z osią czasu czy może niechęć do słownika? Pewnie „ledwo” pomylili ze słowem „lekko,” a od „lekko” już tylko rzut beretem do „trochę,” no i płomień „trochę przygasł,” czyli jeszcze nie do końca zgasł. Procedura logiczna przebiegła pomyślnie, ale dane wyjściowe były z sufity wzięte. Dobrze że to nie raport z akcji gaszenia pożaru… tylko wiersz.

Trzeci przykład pochodzi z mojego ulubionego wiersza w twórczości Miłosza (za którego poezją notabene nie przepadam). W Zaklęciu (przekład na angielski: Czesław Miłosz i Robert Pinsk) już się pan Zhang pośliznął, ale ślisko było, choć tym razem nie z winy przekładu na język angielski, gdyż do wersji angielskiej nie można się przyczepić – no cóż, pańskie oko konia tuczy.

Miłosz: ani oddanie książek na przemiał,
Ani wyrok banicji nie mogą nic przeciw niemu

Miłosz i Pinsk: no pulping of books, => żadne przemielenie książek
No sentence of banishment can prevail against it 5 => żaden wyrok banicji nie dadzą rady przeciw niemu

Zhang: 没有化成纸浆的书 => nie ma przemielonych książek
和流放的判决能压倒他 6 => i wyroku banicji, które mogą go stłumić

Zastosowane w angielskim przekładzie „pulping”, które jest rzeczownikiem odsłownym i znaczy „mielenie,” chiński tłumacz opacznie zrozumiał jako rzeczownik zwykły „miazga”. Tak więc cała fraza „no pulping of books” została przez niego zrozumiana jako „żadna miazga książek.” W wersji Miłosza mowa jest o tym, że zniszczenie książek nie stłumi ludzkiego rozumu (o rozumie bowiem jest ów wiersz). W wersji Zhanga czytamy zaś, że nie ma takich przemielonych książek, które mogły ten rozum ludzki stłumić. Hm, może te nieprzemielone dadzą radę.

Czesław Miłosz

Czesław Miłosz


1 Czesław Miłosz, Selected poems = Poezje wybrane, tłum. David Brooks i inni, Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1997, s. 29.
2 Miłosz Czesław, Qie Miwoshi shixue [切•米沃什诗选] (Wybór wierszy Czesława Miłosza), tłum. Zhang Shuguang [张曙光], Shijiazhuang [石家庄]: Hebei Jiaoyu Chubanshe [河北教育出版社], 2002, s. 22.
3 Miłosz, Selected poems…, s. 29.
4 Miłosz, Qie Miwoshi…, s. 22.
5 Miłosz, Selected poems…, s. 195.
6 Miłosz, Qie Miwoshi…, s. 142.

Chiński bard

Oto i króciutki utwór syczuańskiego barda o pseudonimie Chuanzi (川子), czyli Mistrz z Syczuanu (czy też z Sichuanu jak kto woli 🙂 ). Historia powstania tej piosenki jest, jak to można przeczytać na początku filmiku, taka oto:

W owych latach, kiedy Chuanzi włóczył się po świecie, nieopodal knajpki, w której grywał, znajdowały się wysokiej klasy apartamentowce zwane Szczęśliwą Wioską. Pewnego dnia pracujący dla Szczęśliwej Wioski handlowiec przyszedł do Chuanzi’ego, aby poprosić go o napisanie jakieś piosenki o tych drogich mieszkaniach. Chuanzi zgodził się bez zawahania. Po kilku dniach piosenka była już gotowa. Sprzedawczynie mieszkań, kierownik ds. rozwoju, menedżerowie wyższego szczebla oraz rozmaici szefowie zapełnili stoliki w knajpce, aby wysłuchać piosenki. Jednakże, kiedy z ust Chuanzi’ego rozbrzmiały słowa: „Gdzie jest szczęście? 40 tysięcy z hakiem za metr. Nie stać mnie.”, wszyscy oni jeden po drugim ulotnili się, prosząc jeszcze Chuanzi’ego, aby ten nie śpiewał więcej tej piosenki. Chuanzi roześmiał się wtedy i rzekł: „Oczywiście że już jej więcej nie zaśpiewam, nie zaśpiewam jej więcej takim sukinsynom jak wy, co nie zważając na to czy biedni mają co garnka włożyć, sprzedają mieszkania po tak wysokich cenach!”